środa, 28 listopada 2018

Idzie zima ^^


27 listopada, wtorek.
Nastał poranek. Strasznie ciężko było mi wstać i choć nie spałam już od dłuższego czasu, to odwlekałam wstawanie i wychodzenie spod ciepłej kołdry na tyle, żeby mój organizm odzyskał właściwą temperaturę po nocnym(sennym) odchłodzeniu.
Uwierzcie mi… miałam ochotę odwlekać to w nieskończoność…
Wstałam, umyłam się i ubrałam. Zrobiłam szkolne śniadania dla starszych i przyszykowałam poranne jedzonko dla całej trójcy.
Obudziłam towarzystwo, zagoniłam córcię do jedzenia (bo zajmuje jej to zawsze kupę czasu) i zajęłam się szykowaniem ubrań. Z kuchni dochodzi mnie krzyk „Mamusiu! Widziałaś ile jest śniegu?!”. - odpowiadam, że tak, widziałam. A w głowie kłębią się myśli:
Gdzie te czasy, kiedy człowiek tak radośnie witał śnieg, gdy z niecierpliwością oczekiwał tego białego puchu. Mój mąż zapewne rano przeklął kilka razy pod nosem odśnieżając samochód…
Od razu przypomniał mi się żart o domku w Karkonoszach (dużo tam przekleństw, ale odzwierciedla uroki zimy ^^, więc jeśli kogoś to zainteresuje, to można go posłuchać na youtube).

Poranek był dzisiaj dość ciężki, dużo rzeczy do pamiętania, trzeba było sporo spraw załatwić i przypilnować, żeby nikt niczego nie zapomniał. Kiedy już wszystko ogarnęłam, odstawiłam dzieciaki do szkoły i załatwiłam co miałam załatwić (wstawiłam pranie, nakarmiłam i ubrałam najmłodszą, zjadłam śniadanie, wykonałam telefon - który miałam wykonać wczoraj… @_@ - załatwiłam kilka innych spraw, słuchając radia naszła mnie kolejna myśl:
W sumie, to ja też nadal lubię ten biały puch ^^. I dotarło do mnie, że właśnie kończy się listopad, zaraz grudzień, Mikołajki i potem Święta!. Niezmiennie kocham ten czas, a taki śnieg i dobra muzyka tylko nastrajają mnie pozytywnie ^^. Od razu zaczynam tańczyć z najmłodszą latoroślą, wygłupiać się i myśleć o przyjemnościach: choinka, ubieranie jej, pieczenie pierników z dzieciakami, kupowanie prezentów, niespodzianki i zadowolone miny na twarzach moich ukochanych – męża i dzieci ^^.
Trzeba pomyśleć co im sprawić w tym roku :P.

Choć nie ma go powalającej ilości, to jednak śnieg wciąż leży i sprawia radość, mam nadzieję, że nie tylko dzieciom i mnie ^^.
Tymczasem pora skorzystać z tego, że malutka poszła na drzemkę, a reszta jeszcze w szkole i trochę popracować.

Życzę udanego dnia! :)

Pozdrawiam,
Agafi

poniedziałek, 26 listopada 2018

Zapracowana, ale szczęśliwa ^^


Uruchomiłam działalność gospodarczą. Radość, euforia, pozytywne nastawienie i pewność siebie – te odczucia towarzyszyły mi od samego początku (towarzyszą oczywiście nadal ^^). Żeby jednak nie było mi za różowo, na samym wstępie się rozchorowałam _-_.
Do tego powyższego, jeśli wcześniej wydawało mi się , że cierpię na chroniczny brak czasu, to ostatnie dwa miesiące pokazały mi, że może być gorzej… Jednak nie poddaje się i w sumie od jakichś dwóch tygodni jest już lepiej. Powoli wyrabiam się z łączeniem obowiązków domowych, szkolnych [dzieci, zadania, nauka + bycie wielką trójcą klasową ;) ], opieką nad niespełna dwuletnią rozrabiającą i nad inteligentną dziecinką oraz obowiązków powiązanych z prowadzeniem własnej firmy (w tym również próbach usilnych rozreklamowania się i znalezienia klientów).

Wiem, że wcześniej trochę ukrywałam się z tym, czym zajmować zamierza się moja firma (to tak, żeby niczego nie zapeszyć), ale teraz już nie muszę ^^ i serdecznie zapraszam was na moją stronę :) : www.pracownia-artystyczna-agafi.pl
Zatem Pracownia Artystyczna „Agafi art & foto”, to miejsce, gdzie powstają cudowne artykuły hand made – ręczna robota ^^- z przeznaczeniem dla dzieci i nie tylko ;). Oferuję również sesje fotografii dziecięcej w szerokim zakresie.




Dodatkowo, aby podnieść swoje kwalifikacje oraz poszerzyć zakres usług, w minioną sobotę odbyłam kurs fotografowania i filmowania w czasie sprawowania liturgii ^^, otrzymując stosowny certyfikat. Teraz czekam na wyrobienie legitymacji ^^.

I tak powiem wam, czas mija mi na wszelkich sprawach związanych z uruchomioną działalnością. Z początku była euforia kupowania ^^’, bo przecież dostałam dotację i trzeba było (jupiii!!) zakupić wszystko to co zaplanowałam w biznesplanie ^^. Jeszcze teraz czekam na komodę i stolik, które robione są na wymiar. Mam już wizytówki i ulotki, ale jeszcze w trakcie przygotowywania są banery i rollapy ^^.
Teraz głównie szyję, robię profesjonalne (a przynajmniej się staram :P) zdjęcia tego, co uszyłam oraz tworzę stronę internetową. W sumie można powiedzieć, że teraz jest już na wykończeniu. Jednak, że robię to samodzielnie i wszystko naraz, to czasu na pisanie brakuje.
Nawet nie wiem, czy mam wam co tu załączyć, żebyście w czasie oczekiwania na nowy wpis mieli co poczytać @_@. Zaraz sprawdzę na czym to ja skończyłam tutaj i co mam na kompie ^^.

Jakby ktoś z was był zainteresowany moją ofertą lub szukał uroczego prezentu z okazji Mikołajek czy pod choinkę od Aniołka, to serdecznie zapraszam do zamówień na mojej stronie internetowej lub na FB ^^.


Coś się jednak znalazło, nie wiele, ale jest :P. Miłego czytania :)

"Czwartek, 08.09.


Większość tego dnia spędziła na czytaniu. Nie chciała pozwolić umysłowi na ciągłe powroty do tego, co zdarzyło się tak dawno temu, a co dopiero teraz sobie przypomniała. To było zbyt bolesne. Wolała zająć umysł czymś innym. Była wdzięczna Wiktorowi za to, że przywiózł jej rzeczy. Czuła boleśnie, że gdyby nie jego pomoc, to miała by teraz poważne problemy.
Wśród rzeczy, które zostawił dla niej Wiktor była również jej komórka. Chwyciła za nią w pierwszej kolejności, ale nie musiała wykonywać żadnego telefonu. W skrzynce z wiadomościami czekał sms od Artura. „Wybacz, że wczoraj nie przyjechałem. Sprawy służbowe zatrzymały mnie dłużej niżbym tego sobie życzył. Wiem o wszystkim od Wiktora. Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej. Przyjadę po pracy. Kocham Cię.”. To ją uspokoiło i z niecierpliwością wyczekiwała jego przybycia. Czuła, że potrzebuje zwyczajnie się do niego przytulić. Potrzebuje opowiedzieć mu o tym wszystkim. Najbardziej ze wszystkiego potrzebowała kogoś bliskiego, kto ją zrozumie i wesprze. Powie, że to przeszłość, że da radę.
Koło godziny 18 pojawił się u niej Wiktor. Powiedział, że chciał tylko sprawdzić, jak się ma i porozmawiać z lekarzem. Uspokoił ją, że już niedługo powinni ją wypuścić do domu. Chwilę potem pojawił się również Artur. Kiedy zobaczył brata stanął niemal w drzwiach, jakby zastanawiał się czy nie powinien się wycofać. Wiktor spojrzał na niego i przeprosił Annę mówiąc, że niestety musi już iść, bo czeka na niego jeszcze robota papierkowa, którą zabrał ze sobą. Oczywiście rozumiała to i podziękowała za jego wizytę.
Gdy mężczyzna mijał Artura ten uścisnął go w geście braterskiego powitania. Nie bez powodu, widział bowiem minę Wiktora i jego gniewne, ostrzegające spojrzenie. Młodszy mężczyzna wyszeptał mu do ucha.
- Nie martw się. Będę ostrożny.
Wiktor nie był pewien, jak ma rozumieć te słowa, ale postanowił nie odzywać się w tej kwestii i nie wracać do dnia wczorajszego, licząc na rozsądek brata.
- Zaopiekuj się nią.
- Masz to, jak w banku, stary.
Młody lekarz odwrócił się raz jeszcze do dziewczyny by jej pomachać na pożegnanie, a potem odszedł w pośpiechu. Artur wszedł do sali i podszedł do Anny. Po drodze porwał białe, szpitalne krzesło po czym postawił je tyłem przy jej łóżku i usiadł na nim okrakiem.
- Jak się masz, kochanie? - zapytał obdarowując ją promiennym uśmiechem, jak gdyby nigdy nic.
- W porządku.
- Wiem, że jesteś na mnie wściekła o wczoraj, ale naprawdę nie dałem rady… - zaczął się tłumaczyć, lecz ona tylko pokręciła energicznie głową.
- Nie. Nie jestem zła. Rozumiem, że masz zobowiązania związane ze swoją pracą. Zresztą przecież dopiero rozpoczynasz swoja karierę. Musisz uważać na to co robisz. - Tłumaczyła go sama przed sobą, a on nie zamierzał jej tego wybijać z głowy. Wręcz przeciwnie. To była świetna okazja, żeby przytaknąć i wyratować się z sytuacji.
- Sama widzisz. Tak właśnie jest. W tej branży dopóki nie wypracuje się pewnej pozycji, trzeba niestety grać, jak ważniejsi zagrają. - mówił udając zmęczonego takim stanem rzeczy. - Nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak czasami jestem tym już zmęczony…
- Cieszę się, że jesteś.
- To oczywiste! - wyprostował się na krześle pokazując, że nie mógłby postąpić inaczej. - Czegoś Ci potrzeba, maleńka?
- Myślę, że nie. Liczę na to, że jutro mnie wreszcie wypuszczą do domu. Przez noc, ani dziś przez dzień nic złego się już nie wydarzyło, więc…
- No widzisz. To nic wielkiego. Zasłabłaś tylko i tyle. Zapomnij o tych głupstwach, lekarze zawsze przesadzają. Wiem, bo sam mam lekarza w rodzinie – puścił do niej oko.
W pierwszym momencie popatrzyła na niego zszokowana. Czy na pewno Wiktor o wszystkim mu powiedział?. Bagatelizuje to, co się z nią działo czy zwyczajnie tego nie zrozumiał?. Wczoraj nawet jej nikt niczego nie mówił, ale dzisiaj na spokojnie mogła już przeprowadzić rozmowę z lekarzem prowadzącym. Wyjaśnił jej, że choć teraz wszystko jest dobrze, to będzie musiała uważać na siebie i obserwować swoje ciało. Istnieje bowiem ryzyko, że ataki hiperwentylacji będą się powtarzały. Wówczas będzie trzeba zrobić szereg specjalistycznych badań, aby wykluczyć powstanie ewentualnych chorób serca. Na chwilę obecną badania wypadły dobrze, jednak fakt, że w ciągu jednego dnia dwa razy miała atak i to, że jest szczególnie narażona na takie stany ze względu na powracające wspomnienia, sprawia, że muszą być szczególnie czujni.
Miała oczywiście ogromną nadzieję, że to tylko zwykły przypadek i więcej się to nie powtórzy, ale zachowanie lekarzy, pielęgniarek i Wiktora nie wskazywały na to, że to „głupstwa”, jak określił to Artur.
- Wiesz… to było straszne… to co wczoraj…
- To po co do tego wracasz? - przerwał jej ze złością w głosie – Użalanie się nad sobą nic Ci nie da. Powinnaś cieszyć się, że odzyskałaś pamięć. Teraz będzie już tylko lepiej.
- Artur… ja nie odzyskałam pamięci. Jedynie fragment wspomnień. Na dodatek to…
- Dobre i to. Daj już spokój i przestań do tego wracać. Co było, to minęło. Teraz jestem ja, tak?. Zaopiekuje się Tobą. Zobaczysz, że będziesz szczęśliwa.
Uśmiechnęła się na te ostatnie jego słowa. Może miał trochę racji?. Może powinna zwyczajnie o tym „zapomnieć”. Choć przyznawała w myślach, że głupio to brzmi biorąc pod uwagę, że dopiero co sobie przypomniała. On też zachowywał się niekonsekwentnie do swoich słów. Sam przecież zarzucał jej, że nie chce sobie przypomnieć przeszłości. Teraz zaś karze jej zapomnieć o tym, co było. Nie rozumiała tego, ale była zbyt zmęczona by zaprzątać sobie tym głowę w tej chwili. Była zmęczona dręczącymi ją myślami i próbami wytłumaczenia pewnych spraw Arturowi. Chciała się jakoś od tego odciąć. Naszła ją pewna myśl. Najważniejsze, że teraz tu był i mimo wszystko wspierał ją. Na swój własny, lekko pokręcony sposób. Bardzo tego potrzebowała. Potrzebowała bliskości drugiej osoby, takiej którą darzyła uczuciem i która to uczucie odwzajemnia. Miała jego."

Pozdrawiam,
Agafi

poniedziałek, 8 października 2018

Od dziś bizneswoman. No dobra... od jutra ;)



Tak!! Udało się!!.
Już niedługo oficjalnie zaistnieje moja osobista firma, moja Pracownia Artystyczna „Agafi art & foto” ^^.
Po długiej drodze, napisaniu milion słów, przeprowadzeniu dziesiątek obliczeń, przerobieniu mnóstwa kilometrów i spędzeniu masy godzin na szkoleniach i spotkaniach - UDAŁO SIĘ!! Pozytywnie przeszłam ocenę biznesplanu i otrzymałam dotację na zakup wszelkich potrzebnych materiałów, zapasów, maszyn i innych ^^.

Cudowne uczucie powiem wam!. Przede wszystkim mieć to wszystko już za sobą :P. Nigdy więcej… hehehe.
Tak na poważnie, porządną firmę zakłada się tylko raz, co nie?. Tego zamierzam się trzymać ^^.
Jedna z głupkowatych, facebookowych przepowiedni napisała, że październiku przyniesie mi wielkie szczęście”. No ba!. Trudno, żeby nie skoro miałam w piątek urodziny :P. Jednak może miało to też przepowiedzieć mi ten mały sukces ;).

Czy miałam szczęście?. Owszem, to na pewno. Choćby przypominając sobie, od czego się to zaczęło. Od bez większego namysłu napisanego podania rekrutacyjnego, który złożyłam w biurze :Mój szef to ja!” :P. To oto podanie przeszło ocenę dwóch osób pozytywnie i to całkiem fajnie, jak na coś sklecone w czasie jednego dnia (niepełnego) bez odpowiedniego przygotowania ^^.
Później pomyślnie przebrnęłam przez spotkanie z doradcą, który oceniał moje predyspozycje itp. A na koniec pozytywna ocena całego biznesplanu i decyzja o przyznaniu mi pełnej kwoty dotacji na zakup niezbędnych sprzętów i materiałów :)))))))).
Ale wiecie co?. Ile kurka można być skromnym i cichym?!. Powiedzmy to sobie szczerze i głośno. Ten sukces to przede wszystkim wynik mojej ciężkiej pracy!. Wielu godzin obmyślania strategii, tworzenia projektów, zasad działania itp. Nikt tego za mnie nie robił.
Owszem kilka osób pomogło mi uładzić moje pomysły, pomogło udoskonalić cały projekt, pomogło w nadaniu prawidłowego tonu i przekazu biznesplanu. Jednak większą część pracy, tę najtrudniejszą i najbardziej owocną – tę Lwią część, jak to się mówi - wykonałam ja sama. I z tego jestem niebywale dumna i zadowolona.
Całość pokazuje moje oddanie i perfekcję tego co robię, moją pracowitość, uczciwość i rzetelność.

Miałam pecha trafiać w miejsca pracy, gdzie egoistycznie wykorzystywano moją pracowitość, chęć udoskonalania i wszelkie moje pomysły. Zresztą sami dobre wiedzie, że niestety większość miejsc pracy działa na tej samej zasadzie – liczy się firma, nie jednostka, a mało który pracodawca potrafi docenić pracownika.
Powiedziałby ktoś „I tak powstała myśl o własnej działalności”. No nie, nie do końca. O własnej działalności myślałam już od dłuższego czasu. Miałam zamiar pracować zawodowo, a dodatkowo prowadzić działalność fotograficzną. Jednak wciąż brakowało czasu, aby zrobić cokolwiek. Brakowało wiary we własne możliwości i odpowiedniego bodźca, który popchnął by mnie do przodu i dał siłę.
To teraz chyba powinnam podziękować za kopa w cztery litery? ^^. To był ten bodziec. Od zawsze miałam tak, że jak upadałam, to wstawałam z dumnie podniesioną głową i szłam dalej jeszcze mocniejsza i silniejsza. Teraz nastał czas, gdy powiedziałam sobie „Dość!. Dość braku wiary w siebie!. Dość wkładania energii w bezcelowe działania, czy takie na rzecz innych.”
Skoro inni nie potrafią docenić tego co robię, to wolę włożyć swoją energię, zaangażowanie i siłę we własną działalność, gdzie zobaczę każdy tego efekt. Jeśli coś spartaczę, to winna będę tylko ja, ale każdy sukces również będzie mój!. Nie przyjmę więcej batów za kogoś innego, za czyjąś nieudolność czy złe, nieprawdziwe słowo w moim temacie!. Stworzę coś od podstaw, samodzielnie przy wiwacie tych, którym najbardziej na mnie zależy!.
Czas pokaże co z tego wyniknie. Na chwilę obecną jednak jestem pełna optymizmu, siły, pomysłów i miłości ^^. Czuję i wiem, że mi się uda stworzyć coś wyjątkowego, niepowtarzalnego i pełnego uroku. Pracownia Artystyczna „Agafi art & foto”, to miejsce, które będzie spełniało dziecięce marzenia i fantazje ^^.


A oto na zachętę, jedno z moich ostatnich dzieł stworzone od szkicu po wykonanie przez moje drobne rączki ^^.




Pozdrawiam,
Agafi ^^

sobota, 22 września 2018

Niezłomna wiara, a może nadmierny upór?...


W chwili obecnej biznesplan został stworzony i zakończony ^^. W poniedziałek go zdaję, a potem już tylko oczekuję około dwóch tygodni na wyniki. Trzymajcie kciuki. Ja się go już nie tykam, bo im więcej o nim myślę, tym mocniej się zastanawiam czy wszystko jest tak, jak należy i czy niczego nie brakuje (sprawdzałam już pewnie z tysiąc razy…).
I co teraz?. Teraz mam czas skupić się na… innych obowiązkach i celach ^^., ale spokojnie o was nie zapomniałam. Szczerze, to coraz częściej łapię się na tym, że jeśli przez dłuższy czas nic tu nie napiszę, to nie mogę przestać myśleć o tym, że powinnam coś naskrobać.
Hm… skoro już przy tym jesteśmy, to coraz częściej też łapię się na myśli „Po co, kobieto, skoro i tak nikt tego nie czyta?”. E no, może nie jest tak źle?. Może jednak ktoś tam czasem i czyta?. Bo wiecie, jak jest. Odhaczone cyferki świadczące o wejściach na blog nie świadczą o przeczytanych faktycznie postach.
To dlaczego?”, ktoś zapyta. Może dlatego, że po prostu to lubię?. Lubię pisać, lubię przekazywać swoje myśli i swoja twórczość. To mnie odpręża, uwalnia od ciężkich, przytłaczających i męczących czasem myśli, słów i głupot. A może zwyczajnie wierzę, że jednak kogoś zainteresował mój sposób pisania, czy moja powieść. Być może informacje o moich perypetiach życia, czy krótkie teksty dotyczące dzieci i innych dziedzin życia są komuś potrzebne i przydatne?.
Jak w tytule: niezłomna wiara, czy nadmierny upór?, co mną kieruje?. Zapewne jedno i drugie. Bo te dwie rzeczy, te dwie cechy nie wykluczają się wzajemnie. Powiedziałabym nawet, że często razem tworzą niezniszczalny team. Niezłomna wiara jest bardzo przydatna. Wiara może dotyczyć nie tylko swoich wierzeń, ale również codziennych rzeczy, małych i dużych marzeń. Wiara, że coś nam się uda, że coś wyjdzie. Wiara w innego człowieka i jego poczynania czy intencje. Jedno słowo, a tak wiele ma przesłań i znaczeń. Co zaś tyczy się uporu?. Czy upór może być nadmierny?. Cóż, zależy od tego czego on dotyczy. Jeśli uparcie dążymy do celu, do spełnienia swoich marzeń, to znaczy, że nie poddajemy się pomimo przeciwności losu i ciężkim próbom. Wówczas upór, nawet nadmierny jest wręcz wskazany i powinno nas to cieszyć, że go posiadamy. (Przynajmniej ja się z tego cieszę, ba! Nawet jestem dumna z siebie za swój nadmierny upór ^^). Natomiast jeśli ktoś z nadmiernym uporem ( z uporem maniaka, jak ja to mówię) robi głupoty lub zawzięcie próbuje przekonać świat czy innego człowieka, że tylko on jeden ma rację…. No cóż… takiego uporu nie rozumiem i nie popieram.

Cóż. Zatem ja nadal będę wierzyła w to, że kogoś w ogóle interesuje to co ja piszę :P, że komuś podoba się historia Anny Boguckiej, albo chociaż mój sposób pisania, bo sama powieść (wiem dobrze) nie jest doskonała, a główna bohaterka, no cóż… jak to ujęła pewna osoba jakiś czas temu „nie jest moim typem kobiety” - No moim też nie ^^, ale wiecie co?. Gdyby pisarze tworzyli swoje postacie tylko n podstawie swojego typu, to powieści byłyby nudne, oklepane i mało atrakcyjne. A już na pewno nie miałyby szansy trafić do szerszego grona odbiorców!. Wszak na świecie jest tak wielu ludzi, tak wiele różnych charakterów!. Silnych, słabych i tych pośrednich. Ludzie czasem bywają silni za młody, a słabną na starość. Są też tacy, którzy urodzili się słabi, ale z biegiem czasu przybierają na sile. Myślę, że warto to podkreślać i pokazywać. Myślę, że może kiedyś ktoś przeczyta moją historię i powie sobie „Ona była taka jak ja!, a dała radę!”, „Ten bohater popełnił te same błędy co ja...”, „Ta postać by mnie zrozumiała” lub „ rozumiem ją doskonale...”. To tego pragnę. Pokazać, że znam świat od wielu różnych stron i tchnąć wiarę, nawet w niedowiarków oraz siłę w słabych duchem pokazując, że życie nie jest wcale z góry przesądzone, że nie jest ani czarne, ani białe. Nie jest nawet czarno białe!. Życie jest kolorowe, pełne barw o jakich nawet się nam nie śniło, o jakich nie mieliśmy dotychczas pojęcia!. Dlatego warto je poznawać. Dlatego czasem warto zagłębić się w „życie” osoby „nie w naszym typie” ^^. A nuż nas zaskoczy i pokaże się od lepszej strony?. A może pokaże nam, jak nie należy postępować?. Może na zawsze pozostanie taka, jaką jest już teraz, a może zmieni się diametralnie pod wpływem nacisków życia?. Któż to wie.

Dlatego też zachęcam do dalszego czytania i zgłębiania duszy ludzkiej ^^.


"Wiktor po wyjściu ze szpitala po raz kolejny sięgnął po telefon. To już chyba dziesiąty raz próbował skontaktować się ze swoim młodszym bratem. Wcześniej, gdy dzwonił tamten nie odbierał. Nie oddzwaniał również, choć minęło już kilka godzin i było późno. Wiktor był przekonany, że o tej godzinie Artur na pewno nie ma żadnego spotkania. Zaczynał w nerwach myśleć, że tłumaczyć może go jedynie jakiś wypadek. W końcu, po 4 sygnale telefonu wreszcie usłyszał jego głos w słuchawce. Nie tego jednak się spodziewał.

- Jezu, chłopie! Co z Tobą? Bombardujesz mnie tymi telefonami dzisiaj, jakby się coś paliło… Pali się gdzieś? - Jego ton świadczył o całkowitym zdegustowaniu i ignorancji, a w tle słychać było rozbawione głosy męskie i żeńskie oraz odgłosy uderzania o siebie kieliszków.
- Gdzie miałeś być dzisiaj rano? - rzucił wściekle Wiktor.
- W pracy?. Jeśli zgadłem, to wyobraź sobie, że właśnie tam byłem, a teraz odpoczywam i relaksuję się. O co Ci chodzi, co? - był mocno nieprzyjemny i sprawiał, że w jego starszym bracie gotowała się krew.
- Miałeś być wraz z Anną w jej rodzinnym domu, kretynie!. Tymczasem jest już prawie noc, a Ty nawet się nie zainteresowałeś czy wszystko w porządku.
- Dałem jej znać rano, że nie dam rady pojechać z nimi – Złość jaką słyszał w słuchawce dała mu sygnał do zachowania czujności. Wiktor nie zachowywał się w ten sposób i nie wyzywał nikogo bez powodu. - Czy coś się stało, bracie?
- Jesteś skończonym idiotą!. To się stało! - był tak wściekły, że nie mógł spokojnie wyjaśnić sytuacji. Rozłączył się w złości. Potrzebował chwili, żeby ochłonąć Wziął głęboki oddech i przymykając oczy przysiągł sobie, że zaraz zadzwoni do niego raz jeszcze. Tym razem spokojniejszy i bardziej opanowany.
Nie udało mu się jednak tego doczekać, bo komórka zadzwoniła niemal zaraz po rozłączeniu.
- Wiktor?, co się stało?. Czy Anna jest na mnie zła? - zapytał mając pewność, że brat jest na niego zły za jego zachowanie wobec dziewczyny. - Naprawdę nie dałem rady pojechać. Szef ukręciłby mi głowę, gdybym porzucił robotę, którą mi zlecił.
- I naprawdę przez cały dzień byłeś tak zajęty, że nie dałeś rady nawet do niej zadzwonić, ani odebrać telefonu ode mnie? - wysyczał, choć już dużo spokojniej niż wcześniej młody lekarz. W odpowiedzi usłyszał w słuchawce głośne westchnięcie.
- Bardzo jest na mnie zła? - zapytał zrezygnowany. Myślał tylko o tym, że teraz będzie musiał znów przepraszać, choć nie czuł się winny. Zwyczajnie miał inne rzeczy na głowie. Przecież tylko pojechała do swojego rodzinnego domu. Nic w tym wielkiego.
- Nie. Nie jest zła ani trochę…
- To o co Ci chodzi?. Żaliła Ci się na mnie?. Daj spokój mam poważna pracę i swoje życie.
Wiktor ponownie przymknął oczy czując, jak na nowo narasta w nim frustracja i gniew. Gdyby mógł, to pewnie teraz przyłożył by mu prosto w twarz mocnym prawym sierpowym. Zachował jednak opanowanie. Przez telefon i tak nie mógł mu nic zrobić.
- Anna jest w szpitalu – powiedział z wymuszonym spokojem.
- Co!?. Ale… jak to?, co się stało? - nie spodziewał się tego, co usłyszał.
- Teraz nagle Cię to interesuje?. Przecież masz swoje życie – ironia aż ociekała z jego słów.
- Wiktor, proszę Cię!. Co się stało? Wszystko z nią dobrze? - wiadomość jaka do niego dotarła sprawiła, że zmartwił się autentycznie. Teraz było mu głupio za swoje zachowanie.
- Możemy się spotkać, czy będziemy tak rozmawiać przez ten głupi aparat, jak dwóch obcych sobie ludzi?.
- Tak, jasne. Oczywiście!. Jesteś w szpitalu?
- Właśnie wyszedłem.
- Poczekaj tam, zaraz będę…
Rozłączył się. Wiktor pełen rezygnacji opuścił trzymany w ręku telefon. Odwrócił się w stronę budynku szpitala i spojrzał w górę na okna sal. Zastanawiał się skąd jego brat bierze te swoje bezsensowne zachowania i teksty. Dlaczego jest taki samolubny?. Odkąd został prawnikiem stał się strasznie zarozumiały. Już w czasie studiów zaczął zachowywać się tak, jakby był lepszy od innych tylko dlatego, że dostał się na tak prestiżowy kierunek. Potem było już tylko gorzej. Imprezy, panienki, drogie przedmioty i samochody. Z roku na rok stawał się zupełnie innym człowiekiem. Nawet fortuna rodziców nie zrobiła z niego takiego bufona, jak te studia.
Minęło sporo czasu zanim dotarł pod szpital przywieziony przez taksówkę. Wiktor nie miał wątpliwości, że pił. To zapewne dość sporo.
- Gdzie ona jest?. Zaprowadź mnie do niej – próbował się przepchać wprost przez niego, ale zatrzymał go.
- Zwariowałeś do reszty!? - wydarł się. - Jest środek nocy!. Pomijając fakt, że ona pewnie teraz śpi, to i tak nikt by Cię tam nie wpuścił.
- Ale Ciebie znają, wpuszczą nas, jak poprosisz.
- Naprawdę… chyba coś Ci się już całkiem rzuciło na łeb!. Wejdziesz tam pijany i co?, obudzisz ją, bo nagle sobie o niej przypomniałeś?. Powaliło Cię?
- Nie jestem pijany… I weź przestań się już nade mną pastwić!. Powiedz mi lepiej co się stało.
- Straciła przytomność na skutek nawrotu części wspomnień w domu rodziców. Miała problemy z oddychaniem i z sercem.
- Ale już wszystko dobrze? - zapytał dziwnie uspokojony i beztroski.
- Słucham?. Dobrze?, w jakim sensie? - Wiktor nie wierzył własnym uszom.
- No… unormowało się?. Z jej sercem i oddechem jest już dobrze?
- Artur na litość Boską!! - wrzasnął, a potem zacisnął mocno pięści – Uwierz mi… gdyby nie to, że jesteś pod wpływem, to przywaliłbym Ci solidnie…
- O co Ci chodzi, do cholery!. Przecież się zainteresowałem, pytam o jej stan.
- Stan czego?, głąbie! Jeszcze długo nie będzie w porządku, jak to określiłeś. - mówił już tylko dosadnie. - Dziewczyna przeżyła koszmar. Została brutalnie uprowadzona i pobita, straciła pamięć, a wszystko za sprawą jej własnego ojca. Teraz przypomniała sobie dzień porwania, a Ty śmiesz się pytać czy wszystko w porządku!?. Co niby Twoim zdaniem jest w porządku? To, że ją porwali czy to, że ja zostawiłeś samą!?
- Ej! Nie była sama – bronił się wkurzony na swojego brata – Była z nią przecież połowa komisariatu i ten Twój przyjaciel. Jak mu było?, Marek, tak?
- Jesteś naprawdę aż tak zapatrzony w siebie?
- Nie rozumiem o co Ci chodzi. Był z nią i co?. Nic to nie dało, więc co niby zmieniłaby moja obecność w tamtym domu?
- Marek nie był tam po to by ją wspierać. Ty miałeś to robić. Gdybyś tam z nią był, zauważył byś, że dzieje się coś złego i wyrwałbyś ją z tego stanu na czas. Po to miałeś tam być dzisiaj!. Miałeś ją wspierać i zwyczajnie przy niej być, ale Ciebie nie było i mogła przypłacić to życiem.
- A więc teraz to moja wina, tak?. Jasne, najlepiej zwalić na nieobecnego. Wpędziłem ją do grobu swoją nieobecnością, super…
- Nie… ta rozmowa nie ma sensu… - rzucił zrezygnowany – wracaj do domu i prześpij się, a jutro, jak już oprzytomniejesz, to wróć. Wtedy porozmawiamy, może wróci Ci zdrowy rozsądek.
- Teraz też jest zdrowy!
- Artur! - czuł, że zaraz nie wytrzyma. Wziął głęboki oddech i mocno wypuścił powietrze - Wracaj do domu…
- Mam imprezę na mieście, wracam tam, gdzie mnie nie oceniają i nie zwalają na mnie wszelkich win świta.
- Rób co chcesz… Ale jutro nie pokazuj się w tym stanie Annie. I nie warz się w żaden sposób komentować tego, co się wydarzyło w jej domu, rozumiesz?.
- Jasne, jasne… przecież Twój młodszy braciszek tylko same głupoty gada, nie?. To nic, że jestem wykształconym i poważanym mecenasem i tak tylko głupek ze mnie.
- Jedź już lepiej… - całkowicie zrezygnowany zachowaniem brata machnął na niego ręką i odszedł kierując się z powrotem do wnętrza szpitala.
Niemal całą noc przesiedział w jego murach analizując ten dzień, który okazał się być niesamowicie ciężki. Zastanawiał się czy nie powinien poprosić personelu szpitala, aby nie wpuszczali do Anny nikogo poza nim i lekarzami. Bał się jednak, że gdyby to zrobił, a Artur pojawiłby się jednak rano, to wszczął by taką awanturę, że z pewnością Anna dowiedziałaby się o jego obecności.
Nad ranem pojechał do domu po kilka rzeczy dla dziewczyny, w tym książkę, o którą prosiła. Potem podrzucił przedmioty do szpitala i poprosił pielęgniarkę o przekazanie ich pacjentce. Musiał wracać do kliniki, pacjenci czekali na niego. Zwłaszcza, że musiał wczoraj wyjść wcześniej i przełożył część z nich na rano. Odczuwał lekkie zmęczenie po nieprzespanej nocy, a także w dalszym ciągu złość na swojego brata. Miał szczerą nadzieję, że Artur jednak przez noc przemyślał sprawę i nie zrobi znów jakiegoś głupstwa. Nie zrobiłby nikomu naumyślnie krzywdy, to było pewne. Jednak najbardziej Wiktor obawiał się tego, że młodzieniec zrani Annę, jakimiś niestosownymi uwagami. Wolałby tego uniknąć. Ta biedna młoda kobieta już dość wycierpiała w swoim życiu. Czuł, że to co teraz sobie przypomniała, to jeszcze nie koniec zła, jakie ją spotkało."

Pozdrawiam,
Agafi


poniedziałek, 3 września 2018

To co masz zrobić dziś, zrób.... koniecznie już dziś!!


Rozpoczął się nowy rok szkolny, dzieci całej Polski mniej lub bardziej wesoło pohasały do szkoły, by chłonąć wiedzę i inne doświadczenia. W ten temat nie będę się jednak wdrażać lepiej, bo jeszcze by się okazało, że duża cześć mojego doświadczenia kazała by mi powiedzieć coś, czego nie przystoi pedagogowi ^^'.

Tymczasem wakacje minęły stanowczo zbyt szybko. Na dodatek dla mnie pod znakiem dużego nakładu pracy, twórczości, spotkań, szkoleń i swoistego rodzaju „egzaminów”, czy raczej testów. To sprawiło, że przedwakacyjna robota stanęła w miejscu tworząc tym samym zaległości sporego rozmiaru.
Tak naprawdę cała wina leży po stronie tego, że jestem zbyt pracowita, mam za dobre serce i zwalam się czymś, czego wcale robić nie musiałam ^^’. Wszelkie te zaległości tyczą się zdjęć oczywiście. I tak naprawdę pomijając zdjęcia z komunii chrześniaka, które są obowiązkowe! (i nadal czekają na obrobienie, aż wstyd…), to cała reszta (czyli jakieś kilka tysięcy fotek _-_ ) czekają na zbawienie, przejrzenie i obróbkę… Taa…. „Agafi dobre serce” już obiecała komu trzeba, że zdjęcia będą, to teraz się trzeba z tego wyplątać… yyy… wróć! - WYWIĄZAĆ!!.
Spoko, spoko! Jeszcze końcem czerwca byłam z siebie dumna, bo zabrałam się ostro do roboty i obrobiłam zdjęcia z imprez szkolnych córy, by przekazać je rodzicom jeszcze przed końcem roku szkolnego (szkoda, że tak mało osób to doceniło… ale kij, Skąd mogli wiedzieć, nie?). No naprawdę! Całkiem nieźle mi szło – ta praca nad zdjęciami!. Jednak później przyszły inne priorytety. Zaczęły się wakacje, więc ponad codzienne obowiązki doszła opcja „mamuś, mamuś, mamusiu oraz mami -24h/7dni x 3” ^^. Do tego program dotacyjny, pisanie, szukanie, przygotowywanie – kursy, szkolenia, spotkania – znów szukanie, przygotowywanie i ciężka praca nad całością. I co?. I mamy wrzesień, a zdjęcia, jak czekały tak czekają. Ale co tam… to zaledwie 4 foldery fotek z turnieju Deichmanna (łącznie, jakieś… 3 tysiące zdjęć…), fotki z turnieju Sądeckiego (kolejne prawie 500 zdjęć) + wspomniane wcześniej komunijne (ponad 300 zdjęć) ^^’.
Masz Ty babo energię do tych zdjęć, żebyś jeszcze miała jej 5 razy tyle do ich obrabiania... (a wszystko gratis :P). Nie no lux, dam radę. Już część Deichmanna mam zrobioną. Ale pożalić się wam mogę, co nie? ;). Dlaczego?, bo obecnie wyglądam mniej więcej tak, O!:





O! to to to!!. - Tak!, to teraz jestem ja ^^

Wiem wiem… nie dość, że marnuję czas na pisanie posta na blogu, to jeszcze na rysowanie koszmarnych, do niczego nie podobnych obrazków ^^. Ech… no taka ja, co poradzić.


A tak na serio, żeby nie było, że się nad sobą użalam, to ciesze się, że mam co robić. Cieszę się, że robiłam te wszystkie zdjęcia, zwłaszcza, że udało mi się złapać kilka naprawdę dobrych ujęć. Przy okazji potrenowałam robienie zdjęć obiektów w ruchu, co wcale łatwe nie jest. Po za tym, cieszy mnie sprawianie radości innym. To takie miłe widzieć radość na twarzy tych rodziców i dzieciaków, że mają pamiątkę, fajne zdjęcie z zawodów, choć wcale się tego nie spodziewali ^^.
Szczerze?. Mimo ogromu pracy i czasem braku czasu na cokolwiek innego – nie zamieniłabym swojego dobrego serducha na żadne inne!.
Ale żeby nie było!. Radzę korzystać póki możecie, bo jak rozpocznę działalność na dobre, to się będę bardziej cenić i takie okazje staną się rzadsze ^^.
Tymczasem, po tym jakże mało ambitnym wpisie uciekam do dalszej obróbki zdjęć, na które niektórzy czekają z niecierpliwością!.

Pozdrawiam,
Agafi


czwartek, 23 sierpnia 2018

Nieodzowni doradcy tworzenia.

   Czy to za sprawą wejścia w tryb "pracuję/piszę/tworzę" czyli ogólnoumysłowy, czy też przyczyną był zwyczajny powrót weny z wakacji (tego nie wiem), ale jedno jest pewne:
   Mózg ostatnio wszedł na najwyższe obroty pozwalając mi nie tylko dość sprawnie tworzyć mój biznesplan, ale również pisać moje rozpoczęte jakiś czas temu powieści oraz przygotowywać nowe wzory/ rysunki itp. , które z pewnością wykorzystam w przyszłości (niedalekiej ^^).

   Tak czy owak są rzeczy, które do pracy twórczej - każdego możliwego rodzaju - są mi niezbędne. Co to takiego?. Z pewnością dobra muzyka. Raz wesoła, raz nostalgiczna, czasem nawet mocna/ostra. Najczęściej na playliście mam mieszaninę tego wszystkiego. W końcu w moich powieściach nie dzieje się tylko dobrze, nie ma tam jedynie radości i tańców. 
   Są też inne rzeczy, które ułatwiają życie artyście. W moim przypadku jest to wszystko to, co pasuje do mojego szalonego (czasem głupkowatego), ale zawsze optymistycznego charakteru.
   No bo jak niby tworzyć, gdy nie nakarmi się weny należytymi środkami?

   Tak siadłam przy papierach i uśmiechnęłam się sama do siebie. No zwyczajnie nie mogłam się nie podzielić z wami ten, co stanęło mi przed oczami.


   Uwielbiam takie bzdurki, które sprawiają radość, odzwierciedlają stan umysłu i dają kopa do działania ^^.

   Polecam każdemu z osobna i wszystkim razem, by jak najczęściej z tego korzystali w swoim życiu. Włączcie czasem głupie myślenie, uruchomcie w sobie dziecko, zwłaszcza, jeśli uśpiliście je dawno temu!. Dajcie ponieść się pozytywnym emocjom. Pozwólcie by zapanowała nad wami głupawka!
Warto też czasem oglądnąć jakiś wesoły teledysk czy film, przeczytać śmieszne opowiadanie lub książkę :)

   A teraz zostawiam was z kolejną częścią mojej powiastki ^^

"Gdy się ocknęła leżała w szpitalnym łóżku. W nozdrzach miała rurki z tlenem, a w rękę wbity wenflon. Na klatce piersiowej przyklejone były czujki od monitora funkcji życiowych. Nie miała pojęcia, co tu robi. Spojrzała za okno. Na zewnątrz było już ciemno. Próbowała poskładać wspomnienia. Była wraz z policją w swoim rodzinnym domu. Oglądała go pomieszczenie, po pomieszczeniu. Weszła do jednego z pokoi na piętrze, skupiała się na znajdujących się tam przedmiotach i… łóżko… przejechała dłonią po pościeli pod którą obecnie leżała. Czemu pomyślała o łóżku?. Przed oczami na nowo stanęła jej jasna, kwiecista pościel. Przypomniała sobie!. Zerwała się z pozycji leżącej i poczuła, jak przyśpiesza się jej oddech. Maszyna mierząca tętno zaczęła głośno piszczeć, alarmując personel medyczny, że coś się dzieje.
Do sali oprócz lekarza i pielęgniarki wszedł również Wiktor. Wszyscy mieli bardzo poważne miny i każdy zajął się swoja robotą. Pielęgniarka podbiegła do sprzętu, lekarz przygotowywał się do badania i, co ją zaskoczyło, najwyraźniej do wykonania zastrzyku, a Wiktor starał się odwrócić jej uwagę od tego co się działo.
- Anno, spokojnie!. Jesteś w dobrych rękach, nic Ci nie grozi.
- Nie chce zastrzyku… - wyszeptała cicho z trudem, między ciężkimi oddechami.
- To Ci pomoże, moje dziecko – odezwał się lekarz w średnim wieku, trzymając uniesiona w górę strzykawkę. Nie patrzył jednak na nią, a jedynie powoli wycisnął część płynu, aby pozbyć się ze strzykawki powietrza.
- Nie chcę żadnego zastrzyku – powiedziała głośniej, ale nadal siląc się na każde słowo i pomiędzy każdym z nich łapiąc z trudem oddech.
- Anno, spokojnie – wołał do niej Wiktor, próbując zmusić ją do patrzenia na niego – połóż się, pomożemy Ci.
Pielęgniarka próbowała zmusić ją do oparcia się na łóżku, starała się mówić do niej spokojnie i uśmiechać się, ale dziewczyna zupełnie ją zignorowała, jakby jej tam nie było wcale. Gdy kobieta przycisnęła ją mocniej by wymusić powrót do pozycji leżącej, dziewczyna zaczęła się wyrywać i krzyczeć.
- Nie chcę żadnego zastrzyku!! Słyszycie!? Nie zmusicie mnie do tego. Nie tym razem, nie... znów to samo!! - nie wiedziała skąd ten obraz pojawił się przed jej oczami. Znów była w ciemnej furgonetce. Zatrzymali się. Dwaj mężczyźni próbowali ją uciszyć i wyprowadzić na zewnątrz. Krzyczała i wyrywała się. Jednego z nich boleśnie kopnęła w kolano, drugiego ugryzła za co oberwała solidny policzek. Płakała i darła się, że nie ujdzie im to na sucho. W końcu ten, którego ugryzła chwycił ją od tyłu z całych sił i przytrzymał mocno zmuszając do uklęknięcia. Ne miała siły by z nim wygrać tę przepychankę. Mężczyzna zawołał do drugiego „Daj jej zastrzyk. Suka się nie uspokoi. Zaraz nas ktoś podkabluje. Trzeba ją ucieszyć”. Mimo bólu i braku wystarczających sił próbowała się wyrwać. Krzyczała, że się nie zgadza na to. W końcu jednak przegrała. Drugi mężczyzna kulejąc przez obolałe kolano podszedł i wstrzyknął jej coś w rękę. Z sekundy na sekundę czuła, jak opada z sił, a jej ciało robi się ciężkie i senne.
- Trzeba wezwać sanitariuszy – powiedział lekarz.
- Proszę zaczekać. Dajcie mi chwilę. Spróbuję ją uspokoić.
- Wiktor z całym szacunkiem, ale liczy się czas. Nie możemy pozwolić by zbyt długo pozostawała w tym stanie.
- Wiem o tym! - krzyknął na lekarza, ale zaraz się zreflektował. - Wybacz. Daj mi dosłownie chwilę. Znam ją, a ona zna mnie.
- Dobrze… - mężczyzna zgodził się wyraźnie niechętnie. - Pani Leno, proszę ją puścić.
Pielęgniarka posłuchała bez zbędnych pytań i gestów.
- Anno – zawołał spokojnie Wiktor, ale dziewczyna nadal była gdzieś indziej – Anno!!, to ja! Spójrz na mnie!
Mętny wzrok dziewczyny zwrócił się w jego stronę. Wiedział, że wciąż jej nie odzyskali, ale był postęp. Próbował więc dalej.
- Anno, jestem tutaj. Nic Ci już nie grozi.
- Wiktor? - zapytała z trudem łapiąc oddech i czując, jak serce próbuje wyskoczyć jej z piersi. Powoli wracała do świadomości. Znów była w sali szpitalnej. Nieznośny ból w klatce piersiowej sprawiał, że chciało się jej płakać i odczuwała strach. - ja… co się dzieje?…
- Spokojnie. Wszystko mamy pod kontrolą – mówił do niej łagodnie, ale stanowczo. Jednocześnie kiwną głową na lekarza, aby przygotował się do zastrzyku. - Połóż się proszę, damy Ci lekarstwo.
- Boli mnie… - wysapała chwytając się dłonią za serce, ale dała się mu położyć.
- Wiem Anno, zaraz będzie lepiej. Rozluźnij się tylko i daj rękę.- starał się ze wszystkich sił zachować opanowanie.
Jego kolega po fachu zauważył jednak, że znajomość z pacjentką odcisnęła na nim swoje piętno. Przysunął się do łóżka i powoli podał zastrzyk prosto w żyłę na zgięciu ręki. Dziewczyna przymknęła oczy i zaczęła się uspokajać. Po jakimś czasie, gdy ból minął, a sprzęt obok niej przestał tak upiornie piszczeć ponownie otworzyła oczy. Wydawało się jej, że minęła ledwie sekunda, ale teraz w sali nie było już nikogo poza nią i Wiktorem.
- Jak się czujesz? - zapytał ze spokojem Wiktor.- Coś Cię jeszcze boli?
- Nie, wszystko jest w porządku – odpowiedziała cicho, czując ogarniające ja zmęczenie.
- Przypomniałaś sobie wszystko? - zaryzykował, choć wiedział, że nie powinien tego robić. Nie tak od razu.
Dziewczyna przymknęła oczy i pokręciła przecząco głową. Dłonie zacisnęła na pościeli, co sprawiło, że Wiktor wzmógł swoją czujność, a przez myśl przeszło mu, że popełnił błąd. Jeśli ponownie wpadnie w szał, może już nie dać rady jej uspokoić. Nic takiego jednak się nie stało. Anna wzięła głęboki oddech, poluźniła palce rąk i otworzyła oczy.
- To jedynie krótkie urywki…
- A więc jednak coś sobie przypomniałaś?
- To co wydarzyło się w dniu porwania… Wiktor? - zawołała, a potem wzdrygnęła się, jakby chciała to wycofać.
- Słucham Cię. Jeśli chcesz o tym porozmawiać, to śmiało. Jesteśmy przyjaciółmi, chyba już to wiesz!.
Uśmiechnęła się do niego blado i bardzo nieśmiało. Minęła długa chwila zanim odważyła się cokolwiek powiedzieć. Trawiła w sobie wszystko to, co się teraz gromadziło w jej głowie. Musiała sobie to jakoś poukładać.
- Pamiętasz, gdy byłam u Ciebie w pierwszych dniach. Tamtej nocy miałam sen… koszmar…
- Pamiętam.
- To nie był jedynie sen… to były wspomnienia… mgliste, okrutne wspomnienia. To wszystko wydarzyło się naprawdę… - do oczu napłynęły jej łzy, a głos zaczął się łamać. Kolejne słowa były piskliwe. Z trudem powstrzymywała łkanie – On naprawdę mnie sprzedał… mój własny ojciec... potraktował mnie, jak rzecz… zwyczajnie się mnie pozbył…
- Nie myśl o tym. On odpowie za swoje czyny. Zwłaszcza teraz, gdy sobie przypomniałaś tamten dzień. - nie był pewien czy powinien to mówić. Czy ona będzie wstanie zeznawać przeciw swojemu ojcu i oprawcy w jednej osobie?. Przeklął w myślach za swoja głupotę. To już kolejny raz dzisiaj, gdy nie postępuje racjonalnie.
Potrzebowała dłuższej chwili by się uspokoić na nowo. Czuła się okropnie i bardzo źle z tym wszystkim, ale w tym momencie najbardziej odczuwała wstyd, że tak dała się ponieść emocjom czy Wiktorze.
- Wybacz – powiedziała ocierając łzy z policzków i starając się uśmiechnąć – Rozkleiłam się i zawracam Ci głowę tym wszystkim…
- Daj spokój. Od tego są przyjaciele, nie?. - odpowiedział jej nie tylko słowami, ale i promiennym uśmiechem.
- Masz własne sprawy na głowie… - spuściła wzrok na swoje dłonie. Nagle coś sobie uświadomiła i zaczęła się rozglądać niespokojnie.
- Co się stało?. Szukasz czegoś? - nie wydawał się zaskoczony jej zachowaniem, choć bardziej domyślał się niż wiedział, o co jej chodzi.
- Gdzie jest mój telefon?. Jest już późno, na pewno się nie pokoi. Pewnie dzwonił i teraz się martwi, że nie odebrałam – wciąż gorączkowo rozglądała się w około, zaglądała do szafki i szuflady przy łóżku.
Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Dzwoniłem do niego, ale nie odbierał… - ton jego głosu zmienił się na surowy, ale najwyraźniej dziewczyna tego nie zauważyła, to zignorowała to.
- Oh… no tak, pewnie jest zajęty. Miał jakąś ważną sprawę dzisiaj… - tłumaczyła go sama przed sobą, choć czuła w sercu ukłucie bólu. Co jednak miała powiedzieć?, nie mogła narzekać, w końcu to jego brat. Nie chciała stawiać go w niezręcznej sytuacji nadając na Artura.
Wiktor zacisną pieści w geście złości, a jego nozdrza rozchyliły się w gniewie. Był bliski wybuchu, ale powstrzymał się ze względu na jej stan. Nie było to wcale łatwe, nie miał jednak wpływu na to, co działo się między nią, a jego bratem.
- Powinnaś odpocząć. Telefon pewnie został wraz zresztą rzeczy u Marka – skłamał. Torebka oraz jej zawartość spoczywała w jego samochodzie. - Ja go powiadomię, o nic się nie martw.
- Dziękuję, Wiktorze. To wiele dla mnie znaczy – uśmiechnęła się uspokojona. - Czy mogę liczyć na to, że jutro odzyskam swoje rzeczy?. Chciałabym wrócić do domu, ale… - ponownie spuściła wzrok i zasmuciła się.
- Lekarz prowadzący mówił, że potrzymają Cię tutaj jeszcze trochę. Ta na wszelki wypadek. Ale nie martw się na pewno za dzień lub dwa wrócisz do siebie. Tymczasem jeśli czegoś potrzebujesz daj znać, załatwię co trzeba.
- Dziękuję. Myślę, że przydałaby mi się jakaś książka, ale nie chciałabym Cię zbytnio fatygować. I tak przeze mnie masz teraz więcej na głowie. Mam na myśli pracę w klinice.
- Tym się w ogóle nie przejmuj. Ja i Halinka wszystkim się zajmiemy, a Ty powrócisz do pracy szybciej niż Ci się wydaje. Rozluźnij się i wypocznij. Gdybyś miała problem ze snem powiedz pielęgniarce, z pewnością da Ci coś, co pomoże.
Skinęła głową wdzięczna za jego troskę. Potem pożegnali się i została w sali sama ze swoimi myślami i nowymi, a raczej starymi, odzyskanymi wspomnieniami."

Pozdrawiam!
Agafi